.::ExtremeMoto 2009::.

Niektórzy patrzą na nas krzywo bo robimy to co lubimy najbardziej – nie zawsze spotyka się to z akceptacja otoczenia ale wiemy jedno – że żyjemy na pewno! I właśnie tą teorie po raz kolejny potwierdziliśmy w stu procentach w Warszawie. Wiemy że niektórzy nie doznają tego co my w ułamku procenta przez całe swoje życie. W sumie samo wstawienie fotek z imprezy EXTREME MOTO w Warszawie może zreferować tylko część tego co działo się przez majowy weekend (23-24.05.2009).

W Polskim słowniku nie ma takich słów aby oddać rzeczywisty klimat imprezy którą planowaliśmy już od roku. Tym razem dodatkowo udało nam się zebrać większą ekipę z którą pojechaliśmy na pielgrzymkę do miejsca świętego dla każdego Moto-Fanatyka. Extreme-moto to skupisko wszystkiego co najlepsze: stunt, motocykle, supermoto, fmx- freestyle w doskonałym wykonaniu wszystko w jednym miejscu daje niepowtarzalną mieszankę. Kierowcą w kierunku Warszawy był Filip, strasznie nie pocieszony, że reszta ekipy w składzie Spini, Ciacho i Chupas alkoholizują się w zastraszającym tempie bez jego udziału.

 

Droga nie nastrajała nas pozytywnie przez pogodę. Istniały obawy, że to ExMoto może nie być tak pokaźne jak zawsze. Jednak po dotarciu na miejsce było inaczej. Mimo na zmiane świecącego słonca i padającego z dużą częstotliwością i obfitością deszczu (Zaniosę – Nie zaniosę/ Pada – Nie pada ) ExMoto odbywalo się jak zawsze w dobrej obsadzie i w kultowej atmosferze.

 

Ok. 40km przed Warszawą spotkaliśmy się z „JanuSzkiem”, Bobrem, Długim XX i Łysym, którzy podąrzali wcześniej równoległą trasą. Dołączyło do nas też kilka aut razem z Trójmiejskim Magikiem i Andonem po małym zgrupowaniu z prędkością światła śmigaliśmy na Warszawke.

 

 

Mała rundka po Warszawie i wjazd na bemowskie lotnisko. Impreza pełną gębą. Zdążyliśmy w sam raz na trening Freestyle’u motocyklowy który był dla nas tego dnia gwoździem programu.

 

Większość ekipy zaczęła alkoholizacje z podwójną siłą. Tego dnia na przemian katował nas deszcz i procenty. Jednak nie rezygnowaliśmy z przebywania wśród tego co nazywamy naszym rajem. Ku wieczorowi dzieliliśmy się wrażeniami z lotniska które były bezcenne. Nie oznaczało to jednak, że kończymy naszą impreze i idziemy spać. Po pierwsze musieliśmy najpierw znaleźć nocleg, co w sumie nie sprawiło nam większego problemu, w przeciwieństwie do dojazdu – gdzie miejsce to było oddalone od Bemowa o 20km. Po paru przygodach, jazdą pod prąd, na czerwonym itd… trafiliśmy.Nocleg znajdował się na ulicy Kartonowej co jeszcze bardziej zachęciło nas do zostania w tej dzielni :)

 

Nasza kwatera noclegowa okazała się rajem do zwyroplanów i innych zmyślnych pomysłów. Tak wiec kto poleci do biedronki? Wytypowaliśmy delegacje która udała się po zaopatrzenie. Przyjechali z wszystkim a nawet z czymś więcej co później uzyskało miano psycho-arbuza.

 

Wszyscy pokolei wyjadali smakowity "Miąższ" :)

A Łysemu przypadła inauguracja ostaniej zjedzonej łyżki

 

After party w domkach zaczęło się wykwintnie. Kiedy każdy wykazywał już stan wpływu procentów - zadzwonił do nas Stona który postanowił nas odwiedzić. Sami nie wiemy jak do nas trafił ponieważ obok nie było żadnego pola z ziemniakami. Widocznie to pozostania dla nas na zawsze tajemnica. W domkach zwyroPomysły wytwarzały się jak grzyby po deszczu a ich czas realizacji nie przekraczał kilku minut.

Zawody w rzyganiu (to już dziedzina która weszła w życie niczym norma ISO) odbyła się standartowo.

Odnotować należy także opryski na Stonki :)

 

 

I tak dla większości ekipy dzień ten zmierzał ku końcowi. Nie pamiętamy kiedy zasneliśmy ale gdy zapiał Kogut oznaczało to, że witamy nowy dzień. Na przebudzenie Filip przygotował zupę chmielową, która nieco wystygła i nasyciła się gazem. Po spożyciu przeszliśmy do zakąsek w postaci suchych bułeczek i bananów.

 

 

 

Po wystawnym śniadaniu czas na małą rozgrzeweczke-pchanie busa z zaciągniętym ręcznym.Tak rozciągnięci i w pełni przygotowani udaliśmy się na drugi dzień imprezy ExtremeMoto.

 

 

 

 

 

 

Na czas jazdy zabraliśmy z sobą mokry prowiant, który w słonecznej, niedzielnej aurze był jak złoto dla Azteków. Na lotnisko jechaliśmy w czasie tamtejszej jednostce czasu = 2 browary.

 

 

 

Gdy wysiedliśmy na miejscu imprezy świat był piękniejszy niż do tej pory :) .Pogoda naprawdę dopisała. Przeczesywaliśmy teren imprezy metr po metrze często pytając się o drogę i zbierając wszelkie ulotki.

Podobno w tym samym czasie (tak wynika ze zdjęć) odbywały się też Finały w Stuncie i inych dyscyplinach

Było można spotkać tam bardzo wiele interesujących pojazdów mechanicznych

Jak i nie mechanicznych :)

Była także możliwość porozmawiania z czołowymi zawodnikami świata Stuntu i przymiarka ich maszyn

 

Po południu w końcu się znaleźliśmy z resztą ekipy i poszliśmy odpocząć do Ciacho-Lotu.

 

W związku z słabym zainteresowaniem marką G-Shock postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce i zorganizować własną kampanię reklamową owej marki. Fylyp został okrzyknięty pierwszym na świecie ruchomym (punktem) G

 

Nadeszła pora aby wracać do domu, podróż powrotna w stosunku do reszty wydarzeń przebiegała wyjątkowo spokojnie

 

Chupas poskromiony pasami G-shock

 

 

 

 

 

Mały przystanek na jedzenie a Spiniego już nie było, po krótkich poszukiwaniach okazało się, że szuka inspiracji w naturze..

Tak oto Zwyro-Ekipa zaliczyła kolejną edycje ExtremeMoto! Reszta fotek w do obejrzenia w galerii

Za rok powtórka!! :)