.::Premiera StuntDays 4: Patologia::.

To co wydarzyło się przez te kilka dni, nie da się streścić. Ten weekend miał być zwykłym szarym weekendem z zwykłymi zwyrodniałymi akcjami. Był jednak czymś więcej niż się spodziewaliśmy. Część ekipy była w rozjazdach więc konkretnych planów brakowało ze względu na nieobecność części zarządu. Pomysł urodził się w jednej sekundzie. Do ostatniego momentu wyjazd trącił nutką niepewności. Ekipa w składzie Chupas, Spini, Macios, Emilos byla już mocno nastawiona na wyjazd. Kierowcą miał być Bart jednak praca nie pozwoliła mu na oderwanie się od rzeczywistości i pomysł legł. W przed dzień wyjazdu do Torunia nieoczekiwanie wrócił WheelIP, który też nie spodziewał się swojej obecności w szeregach ekipy w ten weekend. Pojawiła się opcja wyjazdu WheelIP'owym busem z czego oczywiście skorzystaliśmy.Zrobiło się więcej miejsca więc wzięliśmy ze sobą dodatkowo dwie Moto-Fanatyczki .

 

Każdy zaopatrzony w mocne trunki miał prawo wejść do samochodu. Jeszcze tylko sprawdzenie obecności na pokładzie i ruszamy. Droga do Torunia przebiegała w niepojętym dla zwyczajnej ludzkiej świadomości klimacie. Kapsle raz dwa wyścieliły podłogę auta.

 

 

 

A że browar bywa moczopędny każdy postój był terrorem dla mieszkańców przydrożnych wsi i domostw. Fontanny, kółeczka fizjologiczne, bieg z gołą dupą po A1 wpisały się w historie ekipy. Banda preclo frędzli z gatunku chromus niklus podążająca na preclozloty podziwiała widoki wystawionej przez okno busa dupy. Była ona oznaką specyficznego przeznaczonego dla precli pozdrowienia z którego najwyraźniej nie byli szczególnie zadowoleni.

Dojechaliśmy do Torunia – nawigacja zgubiła się i na czuja podążaliśmy do klubu Hipnoza. Dojechaliśmy! Wypakowaliśmy się z auta z uśmiechem na pysku – dwie przecznice dalej było już widać klub w którym to odbyła się premiera STUNT DAYS 4 PATOLOGIA.Przed klubem spotkaliśmy kilku zawodników z innych ekip, z których jednoznacznie najbardziej wyróżniał się Evil . WheelIP, który w ten dzień nie chciał pić został przez resztę ekipy zmuszony do spożycia. Kierowcą automatycznie został Emilos, który dzielnie znosił trudy obcowania z podpitą resztą składu MF. Ekipa wpadła w wir spożycia.


Kiedy weszliśmy do klubu klimat był niepowtarzalny. Witaliśmy się z wszystkimi po 10 razy (to tak dla pewności żeby nikogo nie ominąć ) O dziwo doczekaliśmy stojąc jeszcze w pionie premiery filmu, który zrobił na nas jak najbardziej pozytywne wrażenie. Po filmie zagrało PTP i rzecz jasna MACCA SQUAD,

 

Gdy już koncerty dobiegły końca postanowiliśmy odciąć zapłon z rzeczywistością. Udało się to dość szybko. Wszędzie dookoła znane i powszechnie szanowane osobistości z świata stuntu.

 

Wszyscy rozkręcali imprezę w najlepszym stylu. My także nie pozostawaliśmy obojętni. Uderzyliśmy na parkiet gdzie chyba byliśmy jedną z najbardziej aktywnych grup– skakaliśmy, klaskaliśmy, klękaliśmy, siadaliśmy, tańczyliśmy – szaleństwo do potęgi!

 

 

Spini podczas filmu, wpadł na pomysł małej sesyjki erotycznej z swoim udziałem dlatego też na aparacie znalazło się sporo fotek rozbieranych z eksponowaną śnieżnobiałą tylnią częścią ciała. Spini w swojej branży erotycznych zdjęć był dopingowany przez sporą grupę imprezowiczów. Reszta składu oczywiście pomogła mu aby uzyskać jeszcze większy doping.

 

Oczywiście na imprezie nie zabrakło naszych wewnątrz składowych zawodów w fontannie. Zdecydowanie wygrał Chupas który osiągnął najwyższy pułap słupa moczu.

 

Jeden człowiek z naszej ekipy zaniemógł i razem z ochroniarzem wyszedł się przewietrzyć. Wspólnie zarządziliśmy powrót. Powoli udawaliśmy się w stronę wyjścia, jednak odnalezienie go nie było takie łatwe. Zatrzymywał nas niepowtarzalny stunterski klimat i dobra muza. Po wyjściu Chupas i Spini urządzili sobie zawody w wspinaczce na drzewo co zakończyło się wysokościową glebą Chupasa, który źle obliczył wytrzymałość gałęzi. Na ręce została pamiątka z Torunia. Spini chcąc załatwić potrzebę biegł przez trawnik ale niestety jakiś krzak musiał stać na jego drodze bo zaznaczył swoją obecność dziurą w plecach i paroma siniakami – kolejna pamiątka z Torunia.

 

 

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o stacje na której spożyliśmy kolacje.

 

Macios dał pare kleksowatych autografów na placu wokół stacji.Reszta ekipy dopingowała go i pomagała mu w tym aby dał z siebie wszystko!

 

 

Spini zaginął w WC – ciekawe co tam robił? To jednak zostanie tajemnicą. WheelIP gadał z sprzedawcą w obrębie tematu motocykli i pytał się czy hot dogi są z kota. W drodze powrotnej wszyscy poza kierowcą spali.

 

Jedyny Macios przejawiał aktywność życiową średnio co 6 minut. Otwierał okno w busie i niczym kukułka w zegarze puszczał pawie. Ktoś jeszcze lał za okno podczas jazdy – jednak pozostawmy go anonimem.

 

Oto niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju freski, ktrórych nie powstydził by się sam Michał Anioł!

Jednakże było trzeba niezwłocznie umyć busa nim kwasy żołądkowe Maciosa zaczęly rozpuszczac lakier!

 

Ten dzień i ta noc zapisały się z jak najbardziej pozytywnej i zwyrodniałej strony w naszych głowach. Kto nie był na imprezie niech żałuje bo naprawdę jest czego. Motocykliści to inny gatunek człowieka. Takiego typu imprezy są tylko potwierdzeniem tej teorii.