.::Sobowidz::.
To co działo się przez ten weekend z pewnością nie wyrażą żadne słowa. Tego tak naprawde nie da się opisać można
![]() |
![]() |
Wspomagacze lały się w niepoliczalnych ilościach. Impreza rozkręciła się na bardzo zwyrolskim poziomie który jednoznacznie przypieczętował fakt że jesteśmy najprawdopodobniej jedną z najbardziej pogiętych ekip. Drinki i wóda z podłogi,rozdarte kalesony, waciki nasączone alkoholem, kręcenie filmu z sedesa i pełna odcina to tylko nieliczne przykłady zwyrodniałej działalności w czasie tej imprezy. Dołączył do nas również Ciacho który po sobotniej schadzce był w lekkiej niedyspozycji. Gdyby tego było mało następnego dnia wyjeżdżał za granice. Za jego obecność należy mu się wielki szacun, bo pomimo wszystkich przeciwności przybył do nas z regionalną flaszeczką. W krótkim czasie impreza nabrała rozmachu tak że miała ogromny splendor i wydźwięk. (pozdrawiamy sąsiadów Szkila) W pewnym momencie jednak nastąpiło zatarcie na panewce i późno w nocy wspólnie zarządziliśmy sen. Tak zakończyliśmy ciężki dzień pierwszy.
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
Następnego ranka przechodziliśmy lekki kryzys. Zmora wczorajszego dnia nie chciała nas opuścić. Po kawie, śniadaniu oraz zimnym prysznicu zaczęliśmy odzyskiwać żywotność. Jeden z naszych ludzi szczególnie ciężko przechodził kaca. Po prysznicu ręcznik pomylił z scierką od mopa jednak w efekcie doszedł do siebie i był gotowy do drogi.
Wyjechaliśmy na miejsce spotkania którym była pobliska stacja. Zebrało się nas kilkunastu i w zwartej ekipie wyruszyliśmy do Sobowidza.
![]() ![]() |
Droga minęła znakomicie a chłodny wiaterek był jak izba wytrzeźwień i obudził nas jak należy. Po dotarciu na miejsce zdziwiliśmy się że przybyło tyle sprzętów. Gdyby tego było mało rider’ów przybywało.
![]() ![]() |
![]() ![]() |
Chrom
i nikiel to pierwiastki rakotwórcze wiec unikaliśmy wysmarowanych w tym gównie
motocykli, które nie dość że niezdrowe to okrutnie hałasowały dziwnie niskim
momentem obrotowym. Spotkaliśmy kilka gości którzy czaili nasz klimat i wymieniliśmy
się poglądami które jednoznacznie zmierzały w dobrym w naszym rozumieniu kierunku.
Zawiązaliśmy nowe znajomości i koneksje które w przyszłości pozwolą na rozwijanie
umiejętności i zwyrodniałej działalności na jeszcze wyższym poziomie.
Chupas
strasznie się przejmował złym stanem opony na której pozostało jeszcze bardzo
dużo bieżnika. Wspólnie po obradach stwierdziliśmy że motocykl zyska przyczepność
kiedy z pod gumy wyjdą druty. Nie trzeba było długo czekać i świeżutkie druty
lśniły w promieniach wiosennego słońca. Druty w odświeżonej oponie miały jedną
wadę – powodowały powolny zanik powietrza w oponie. Ten fakt dodatkowo kac oraz
pogarszające się warunki pogodowe zmusiły nas do powrotu. Wracając, z częstotliwością
większą niż przewidzieliśmy odwiedzaliśmy przydrożne kompresory. W połowie trasy
złapał nas gęsty deszcz – który świetnie obmył motocykle. Wykończeni ale zadowoleni
odstawiliśmy sprzęty do garażu. Tak właśnie skończył się ten wyśmienity weekend
który w naszej głowie zostawił odmęt wyborowych wspomnień, doświadczeń i wrażeń.
![]() |
Tutaj krótki filmik z imprezy: