
WITAM! Dziś wpadłem na pomysł że w związku z licznymi podróżami i wyjazdami całego składu MF ogłosze konkurs na najbardziej niezwykłą fotografię z wakacji

Oczywiście nie interesuja nas żadna normalna fotka np: jak "załatwiam się" na środku ulicy w nocy. Aby zapunktować tego rodzaju numer należy zrobić w środku dnia, w godzinach szczytu na najbardziej ruchliwym skrzyżowaniu miasta. Fotka która chce być wyróżniona i brać udział w wielkim finale musi być: niepowtarzalna, niemoralna, stworzona z pasją i rozmachem... musi mieć wydzwięk i splendor
UWAGA!!! Konkurs trwa do 25 sierpnia - wtedy też wytypujemy zwyciezce!
Fotki możecie przesyłać na mój e-mail: Filipunek@wp.pl z tematem wiadomości: KONKURS!
*** Zdjęcia które nie mają trafić do galeri proszę opisać np. CENZURA
CZEKAMY NA WASZE PROPOZYCJE!!!
W składzie MF czas wakacji to czas conajmniej trudny... nie dość że targają nami wichry alkoholowe to i za monetą trzeba gonić... stało się tak że Czubi S. wyjechał za monetą na obczyzne. Bardzo boimy się że pozna tam jakiegoś niebieskookiego aryjczyka i zostanie tam na zawsze ;D
hehhe no ale cóż.. rozstania są smutne aczkolwiek konieczne (jak to mawiał mój znajomy) tak więc... Smutek ogarnął dusze każdego moto-fanatyka. Jednak w okolicznych wioskach ludzie dziękują Bogu za ten dar bo wieczorami i nocami nikt nie przerywa przerażającej ciszy i spokoju słodkim dzwiękiem odciny
No tak... wydawało by się żę ludziom trzeba też dać odpocząć. Jednak "każda płaszczyzna ma swoje 4 wymiary" w rekompensatę nieobecności czupasa wrócił do nas CiachoDam
który z zreanimowanym sprzętem przez Spiniego sieje gigantycznych rozmiarów terror w Bobrowcu... oddziaływanie tego żywiołu jest tak silne że emanuje w struktury społeczne Smętowa
Teraz tylko zainicjować spotkanie moje, Ciachodama, Spiniego, Dami'ego i... przytoczę staropolskie przysłowie "śmierć, kutas i zniszczenie...
" 


Dnia 11.07.2010r mieliśmy przyjemność pośmigać na moto tak jak to najbardziej lubimy dla firmy KAZ - dystrybutora olejów. Dostaliśmy swój placyk do jazdy, początkowo miało to być inne miejsce na którym nie pokazali byśmy zbyt wiele ze względu na brak miejsca. Wszystko jednak spontanicznie obróciło się na naszą korzyść i otrzymaliśmy większe pole do "popisu"
Każdy z nas pierwszy raz brał udział w takim pokazie - przeważnie gdy lataliśmy na treningach zbierało się kilka gapiów nim przyjechała policja, nigdy jednak nie obserwowało nas tylu ludzi jednocześnie! Ruszyliśmy! Każdy był poruszony całą sytuacją! Jeździliśmy na krawędzi na tyle na ile pozwalało nam miejsce! Wypadło chyba dobrze
Bo komentarze po pokazie były jak najbardziej pozytywne. Wszyscy po zakończeniu pokazu odchodzili z uśmiechami jednak nie chodziło nam o to aby każdemu koniecznie się podobało, bo każdego kręci co innego! Jedni zbierają majtki sąsiadek, drudzy puszki po śledziach a my... po prostu jeździmy w swoim stylu! Chupas pod koniec pokazu wykonał wyśmienity strzał z korby
Panewka obróciła się w finezyjny sposób robiąc dziure w silniku wielkości pięciozłotówki! Niewiarygodne było to że silnik który teoretycznie nie powinien chodzić - był bez sprężania, bez oleju, bez płynu chłodniczego a nadal odpalał!
Przekonaliśmy się co znaczy hasło reklamowe Hondy
THE POWER OF DREAM!
Po całym przedstawieniu, ogarneliśmy się i zostaliśmy zaproszeni na piwo... (tu łatwo można się domyśleć co zrobiliśmy) ....bo co jak co... ale ekipa Moto-Fanatics piwa i pacierza nie odmawia!!!!
skorzystaliśmy ochoczo... reszty tego wieczoru nie pamiętam.. 

(najprawdopodobniej ciąg dalszy nie nadawałby się do publikacji)
ZAPRASZAM DO GALERII - ZDJĘCIA Z IMPREZY JUŻ SĄ !!!!!
Już tradycją stało się chyba to, że co roku udajemy się do Warszawy na ExtremeMoto! Tym razem znów uderzamy tam znaczną częścią ekipy
Plan imprezy pewnie nie różni się za bardzo od tego w latach poprzednich ale dla przypomnienia:
)
Odkryliśmy miejscówke o której śniliśmy po nocach... Gniewska stacja lotos!!! Placyk w miare równy, ludzie w miare przyjaźnie nastawieni, paliwa pod dostatkiem, kompresor jest, jedzenie też w zasięgu ręki a jurysdykcja policji kończy się na drodze A1! Śmigać można bez przypału. W tym miesiącu wyjeździliśmy chyba połowe zasobów paliwowych arabii saudyjskiej. Jednak ciągle czujemy głód... jeździmy i nie zamierzamy przestać. Dzieje się naprawde dużo, wydaje mi się że skill nam rośnie mimo przeciwności losu np. mega kaców i kłopotów finansowych... bywa tak że ostatnie 7 złotych które zostalo w portfelu zostaje upłynnione w U95
w niedziele na miejscówce odwiedził nas Szkil po długiej rozłące. Nie był to jednak dla niego szczęśliwy dzień, zaliczył szlifa na motorze Bobra. Jednak i tak jest dla nas miszczem.
Maj zaczynamy na pełnym gazie... Bynajmniej nie chodzi o alkohol - chociaż w sumie to sam już nie wiem kiedy ktoś z MF był całkowicie trzeźwy, czuł się dobrze i nie miał kaca. Co do treningów to... Trenujemy wszędzie gdzie się da. Obczailiśmy nową miejscówke - dostaliśmy nawet pozwolenie żeby na legalu i bez przypału latać na gniewskim parkingu stacji lotos. Niestety po 2 godzinach gościnność Gniewiaków skończyła się... i trening dla dobra sprawy musielismy zakończyć z lekką rozczarką. Apetyt na jeżdzenie tego dnia jeszcze się nie skończył. Polecielismy na lotnicho do Osia tam czekała na nas stara i średnia ale w sumie poczciwa miejscówka. Skład reprezentowała młodzieżówka MF oraz stara gwardia - Czupas, Spini, Ciacho, Jaro, Jur i Ja (Filipo) dołączył do nas rówznież Manul który na lotnisku jeszcze zmieniał klocki, był tak napalony na jazde że gdyby tego dnia nie wyszło pozieleniał by jak barwy kawasaki. 

Było kozacko jak zawsze, czupas odkrył złote ciśnienie opony do driftu po czym latał bokiem jak ta lala! 
Ja natomiast zamontowałem do moto stelaż i stalowe sety a z siebie zdjęłem bariere psychiczną i właśnie dzieki temu faktowi zacząłem ogarniac wolną gume. Wydaje mi się że mam teraz + 10 do respektu na osiedlu ale nie mi to oceniać
Zdjęcia z treningu 23.05.2010r zobaczycie w galeri do której serdecznie zapraszam!!!
!
Jak spędzamy? Na lotnisku!Relacja z Treningu dnia 5 kwietnia 2010! Było ostro
, ale nie brzmi to na tyle wyraźnie żeby oddawało wiernie to co działo się tego dnia między godziną 13 a 19tą. Inicjatorem i decydentem w tym dniu okazał się Manul, który po niemal rocznej przerwie wrócił na arenę. Wpakowaliśmy sprzęty na pake VWstuntEltona który samoczynnie i dowolnie jak chciał używał klaksonu. Trochę było nam wstyd dlatego założyliśmy kominiarki i kaski – przy wjeździe na stacje zaczął trąbić bez naszej ingerencji – tak jak by cieszył się że go zatankujemy. Jakoś daliśmy radę
– do przeżyć typu „ ciekawe ” można zaliczyć jazdę z sygnałem jak w francuskich karetkach.
Pognaliśmy na lotnicho. W międzyczasie zadzwoniliśmy do Chupasa którego wyrwaliśmy z alkotransu. Nie odmówił nam przyjazdu – czyli norma! Już przy zdejmowaniu motocykla Chupasa z przyczepy, okazał się być bardzo opornym. Po raz enty pękła linka sprzęgła, na całe szczęście zjawił się nasz inżynier Ulisses.
Swoją nowatorską myślą techniczną, znaną jednak od ery dinozaurów sklepał linkę na nakrętkę - sprzęgło okazało się tak dobrym wynalazkiem że wspólnie zastanawiamy się czy nie sprzedać pomysłu firmie DUCATI
Przyszedł czas na jazdę… Manul miał wyjątkowego pecha. Po przejechaniu 300m złamał mu się set. Do teraz nie wiemy jak to wykonał – według naszych ustaleń przyczyną awarii był opór powietrza Próba regeneracji sprzętu okazała się być bezskuteczna chociaż i tak jak na jazdę bez hebla Manul zdobywał najwyższe noty. Chupas pod koniec treningu zaczął ogarniać przycierki stelażem które niekiedy uwieńczał efektownymi glebami. Odkryliśmy też nieśmiertelną oponę – (nazwy nie podam bo pewnie zginęła by z półek sklepów albo firma produkująca podniosła by ceny) Filipunex ogarnął drift na tyle dobrze że w końcowym etapie rozpoznawaliśmy go tylko po niekonwencjonalnym locie bokiem. Kiedy pewność siebie Filipunex’a osiągnęła poziom +10 do respektu na dzielni
– zaliczył on śliczny wystrzał. Poleciał jak z procy – spotkanie z glebą było bezlitosne. Powtórki z tego wydarzenia z pewnością były by opatrzone kwadracikiem w czerwonym kółku w prawym górnym rogu telewizora
Gleba spowodowała szerokie zniszczenia... Zdrowie Filipunexa po oględzinach wykazało poważne stłuczenie lewego barka. Z tego co wiemy to dzisiaj jechał po skierowanie na prześwietlenie. Zdjęcia z prześwietlenia na pewno pojawią się na stronce
To tyle…

Wiosna wiosna... Kolejny dzień tj 31.03.2010 życia moto-fanatics, nie należał do łatwych!
Zrobiliśmy trening, Czupas jak zwykle zerwał linke od sprzęgła,
i wybebeszył druty z opony
- tak samo jak ja
! Generalnie jeździłem z 39*
cgorączki i kaszlem z głębi ciała
ale jak widać jazda chyba najlepiej leczy bo odnosze wrażenie poprawy kondycji 
Trening w końcowym etapie został zakropiony alkoholem co podniosło jego naturalność
Zdjęcia z pasa już niebawem na stronce

Dziś tj. 21.03.2010
Byliśmy w Sobowidzu. Udało się zebrać prawie cały skład Moto-Fanatics!
Zlocik rozpoczynający sezon był naprawdę dobry!
W końcu fajnie jest się spotkać, pogadać i poprażyć gumę ze starymi znajomymi. Pozytywnym zjawiskiem jest tez to, że mimo nie sprzyjającej aury jaką ufundowała nam pogoda zebrała się nas spora garstka (ok. 600 maszyn) Oczywiście na zlocie poświecone zostały nasze maszyny, by w tym sezonie nadal uciekać grabarzowi z pod łopaty
Oczywiście po spotkaniu w Sobowidzu udaliśmy się na trening na slawnej Tczewskiej miejscówce – Flexie.Wkrótce na stronie powinna pojawic się obszerniejsza relacja z tej imprezy… a tym czasem idę suszyć skóre. Bo w drodze powrotnej zlało mi tyłek.
Właśnie siedzę z Lufa
przed kompem i postanowilismy chociaz raz w roku życzyć wam czegoś normalnego... a więc to by było na tyle.
No dobra...
dopiszemy coś jeszcze póki jesteśmy trzeźwi. A tak na poważnie to zdrowych, spokojnych, pełnych radosci świąt Bożego Narodzenia. Aby zima długo nie trzymała, aby zupa nie drożała, aby pały nas nie łapały
tylko zawsze stały. Żeby w tym roku prezenty były kupowane w Larssonie lub innych markowych sklepach z motogratami... i żeby ten nadchodzący nastepny rok śmierć
nadal nie wiedziała gdzie jeździmy